To nie jest zwykłe radio
Michał Gancarski, 23 października 2007, 00:24
kategorie: kup pan wszczepkę | zatkaj uszy
komentarze: 5 (skomentuj wpis, RSS z komentarzami)

Miałem napisać długi tekst o internetowym radiu. Temat sam w sobie jest dość ciekawy, bo strumienie muzyki przepyłwające przez Internet są dla tradycyjnych nadawców tym czym blogi i pisma internetowe dla klasycznych gazet i czasopism. Dość powiedzieć, że w sieci posłuchać można stacji tak znanych jak Radiostacja, Jazz Radio czy programy Polskiego Radia, a kwestia opłat, które internetowi nadawcy z USA mieliby ponosić w ramach podporządkowania się regulacjom dotyczącym praw autorskich jest za oceanem tematem dość gorącym.
Zamiast się rozpisywać powiem tylko, że internetowe rozgłośnie to zjawisko, które idealnie wpasowało się w mój tryb życia. Po pierwsze, jest ich bardzo wiele, o czym przekonać można się w trakcie prób przesiania serwisów takich jak Live365 czy Shoutcast. Po drugie, większość z nich wyspecjalizowała się w konkretnym gatunku muzycznym, co pozwala mi na łatwiejszy wybór odpowiedniego strumienia. Po trzecie, gatunkowa spójność pozwala na uniknięcie ryzyka natrafienia na jakąś dziwną audycję. Wiadomo czego można się spodziewać, a zmiana słuchanego gatunku jest prosta jak kliknięcie w odpowiedni link.
Te zalety sprawiły, że w zasadzie nie słucham już radia analogowego. Poza Jazz Radio i Eską Rock, które włączam czasem gdy jeżdżę po Krakowie, tradycyjne fale radiowe nie mają dostępu do mojego świata. Nie wiem kto aktualnie prowadzi programy w RMF FM, nie znam osoby, która w Polskim Radiu zastąpiła Niedźwieckiego, w ogóle nic na temat obecnej sytuacji polskich rozgłośni nie wiem. Nie oferują one bowiem niczego, na co mógłbym chcieć czekać albo do czego byłbym skłonny dostosować swój czas, a musiałbym to robić, gdybym chciał wyławiać warte uwagi programy.
Co jest potrzebne?
Żeby zabrać się za słuchanie, wystarczy zainstalować jakiś porządny odtwarzacz muzyczny. Osobiście używam WinAmpa. Alternatywą dla Windows jest foobar2000, uwielbiany przez fanatyków, natomiast Linuksa reprezentuje min. XMMS. Zresztą na egzotycznych systemach się nie znam, więc jeśli ktoś ma lepsze propozycje, to zachęcam do podzielenia się swoją wiedzą w komentarzach.
Po instalacji wystarczy w wybranym programie otworzyć odpowiedni adres internetowy, który jest po prostu bezpośrednim linkiem do strumienia z transmisją. Można też używać standardowych plików typu .pls czy .m3u, w których zapisane są playlisty. Tym sposobem posługują się ludzie odpowiedzialni za Shoutcasta. Dla każdego radia udostępniają oni listę w formacie .pls, zawierającą adres (lub adresy) transmisji.
Jeśli chodzi o połączenie z Internetem, to nie potrzeba wiele. Standardem jest jakość na poziomie 128 kbps, możliwa do obsłużenia nawet przez słabe, jak na dzisiejsze warunki, łącza. W razie czego można poszukać stacji, które oferują strumienie w niższej jakości ale wrażenia ze słuchania stają się w ich przypadku naprawdę kiepskie.
Gdy wsłuchujesz się w Sieć, Sieć wsłuchuje się w Ciebie
Internetowych strumieni są tysiące i nawet nie próbowałem ich wszystkich uruchomić. Z tych, których słuchałem, wybrałem jednak bardzo konkretną reprezentację. Postawię się więc w roli przewodnika i coś zaproponuję.
- BassDrive specjalizuje się w szeroko pojętym drum and bassie, czasem dorzucając porcję pokrewnego jungle. Dużo tutaj setów granych na żywo i transmisji z drumbassowych imprez. Pełna rozpiętość stylistyczna, choć wszystko co grają pozostaje w zgodzie z charakterystyką gatunku. Bez oszalałych pętli rytmicznych się więc nie obędzie. W zależności od DJa w sieć lecą produkcje ciężkie i mroczne albo i bardzo delikatne, na granicy dnb i ambientu. Doskonałe źródło wyrwanej spod kontroli elektroniki.
- Digitally Imported (Ambient). Ludzie odpowiedzialni za ten kanał postanowili uśpić świat poprzez transmitowanie najambientowniejszego ambientu na świecie. Delikatny lub nieistniejący beat, senno-kosmiczne faktury dźwięków, auralne tkaniny pozbawione rytmicznych szwów. DI serwuje produkcje gwiazd takiego formatu jak Pete Namlook czy Bill Laswell. Doskonała rzecz do spania, marzenia o kosmolotach i oglądania gwiazd przez lunetę kupioną do obserwacji sąsiadek.
- Diva Radio. Jęczący kastraci, zmysłowi faceci zaciągający kobiety do łóżka śpiewem, głupawe gitarki, rozgrzane w rytmie disco biodra, groove, funk, taniec i błyszcące kule. Lata ’80-te w najlepszej muzycznej oprawie. Zastępuje poranną kawę i Deprim.
- Ekoms Top. Szaleństwo jazzu granego spontanicznie i na żywo. Ekoms Top to nazwa zespołu, a nie stacji. Oni najzwyczajniej rejestrują swoje dżemiki i puszczają je w przestrzeń. Wyśmienite ale tylko jeśli ktoś naprawdę lubi i pożąda. Szkoda, że w tak kiepskiej jakości.
- Groove Salad. Ciepła kanapa, słodki drink i zapach tej jedynej osoby. Od acid ambientu poprzez downtempo aż do chilloutu. Rozluźnia, masuje stopy, zachęca do seksu albo do spania, zależnie od temperamentu. Nie zapomnijcie o prezerwatywach.
- HBR1 czyli urok specjalizacji. Ambient, acid ambient i nic poza tym. Długie sety, nieprzerwane, rozległe przestrzenie, statki kosmiczne i hydroponiczne ogrody. Do tego wyraźna, pulsująca rytmika i transowo powtarzane sample. Podawać w nocy jako dodatek do lektury Dicka. Do snu może być zbyt dynamiczne choć znam świrów, którzy zasypiają przy trash metalu. Oczywiście szanuję ich.
- KIF Cool. Niemal jak Diva Radio, choć jakby bardziej na serio. Więcej popu, trochę stareńkiego rapu, czyli ejtis w wydaniu rozszerzonym. Bardzo dobra jakość dźwięku.
- Monkey Radio. Trzecie oko w mojej głowie. Dzięki temu strumieniowi wlewających się w ciało niczym dobry półtorak dźwięków dowiedziałem się z czym należy podawać Toskę, Amona Tobina, Funki Porcini, DJ Krusha, A Forest Mighty Black, The Herbaliser, Fila Brazillia, Nightmares On Wax, Boards Of Canada i wielu innych. Ciężko nawet określić co to za gatunki. Lounge? Downtempo? Hip-hop? Po prostu wszystko co odpręża, masuje, nadaje się do seksu i co zdolni producenci są w stanie zrobić z samplami wziętymi dosłownie ze wszystkiego (czyli niczego). Doskonała baza do dalszych poszukiwań, bo choć rzecz jest klimatycznie spójna to nie traci na eklektyzmie i nie nudzi.
- Sky.FM Classic Rap. Czarni i latynoscy twardziele, ulice amerykańskich metropolii, strzelaniny, ciężkie życie w dzielnicach zdominowanych przez gangi, handel narkotykami i żywym towarem. Wszystko to co nagrywają niegrzeczni chłopcy, a kupują i nosem wciągają ułożone dzieciaki ze schludnych suburbiów. Kawał historii rapu i wykonawcy nieznami w naszym kraju. Polscy ziomale mogą lizać im końcówki Glocków.
- Sky.FM Modern Jazz. Kolejna porcja muzyki granej przez ludzi ze stali. Ci goście to jednak osobna historia. Z trąbką, fortepianem, perksują i kontrabasem są w stanie zrobić wszystko, a doprowadzenie Waszych mózgoczaszek do eksplozji to dla nich jak splunięcie przez lewe ramię. Angażuje, wymaga wyłączności i skupienia. Sowicie wynagradza.
- Swiss Groove czyli odprężenie prosto z Zurychu. Dominacja jazzu w wersji gładkiej czyli bez szalejących solówek i pozornie pozbawionego sensu chaosu z wersji free. Jazz, latino, funk i pokrewne, także samplowane. Zadziwiająca, jak na 128 kbps, jakość dźwięku. Świetne jako wprowadzenie do gatunku i jako podkład do codziennej pracy, oferujący muzykę znacznie przewyższającą niestrawną popkę, za to równie łatwą w odbiorze. No dobra, popki zazwyczaj w ogóle nie jestem w stanie przełknąć.
- TrueHipHop.FM. Ponownie twarde czarnuchy, tym razem w wydaniu współczesnym. Tylko dla osób zainteresowanych niszowymi rymogadaczami, o których inaczej nie mieliby szansy usłyszeć. Bogactwo przekazu, komentarze społeczne i polityczne (gdy to piszę, jakiś jołjołowiec powtarza frazę „blow off my dick”). Słuchając tego radia wystawiacie się na więcej crapu, brudu i monotonii niż obwoźni sprzedawcy odkurzaczy. Przyciąga jak niegrzeczne dziewczynki.
Chwyć w dłoń swojego Winampa i mocno wciśnij Play
To w sumie byłoby na tyle. Dla leniwców i pragmatyków ceniących swój czas przygotowałem playlistę, która gromadzi wszystkie wybrane przeze mnie strumienie w jednym pliku. Wystarczy go ściągnąć i uruchomić w swoim odtwarzaczu. Nie przerobicie tego do końca kolejnej Rzeczypospolitej. Tak więc drogie Panie, szanowni Panowie, polecam, zapraszam, proponuję, zachęcam, szkoda by było gdyby nie, ależ bardzo proszę, ą ę.
P.S. Napomnę jeszcze, że sam miałem swój radiowo-internetowy epizod. Otóż współprowadziłem „Klimatyzator” – audycję chilloutową, która w przestrzeń sieci transmitowana była w każdą niedzielę na pożegnanie tygodnia w ramach radia BezKitu. Od tego czasu BezKitu rozwinęło skrzydła i bardzo się zmieniło. Po latach walki o siedzibę i internetowe łącze dostali wsparcie ze strony korporacyjnych mediów. I bardzo dobrze.