Omlet Creative Crew

Gniotodzieło

Michał Gancarski, 04 grudnia 2007, 00:12
kategorie: brudne gierki | oczy mi wypadli | tęga rozkmina | upadek czytelnictwa
komentarze: 7 (skomentuj wpis, RSS z komentarzami)

Niziołek od pierścienia

  1. Grupa niziołków snuje się po bagnach, górach i dolinach. Jeden z nich niesie pierścień zaprojektowany przez znanego designera, a przy okazji półboga. Problem z pierścieniem jest taki, że ponoć każdy go pożąda ale właściciel zazwyczaj dobrowolnie go nie chce odsprzedać. Ostatecznym rozwiązaniem okazuje się wrzucenie go do wulkanu znajdującego się nieopodal pracowni designera.
  2. Przyszłość. Świat na krawędzi upadku. Tajemnicza zaraza dziesiątkuje ludzkość, a terroryzm i polityczny chaos tylko się potęgują. Jeden z dwóch braci – agentów globalnej organizacji antyterrorystycznej zmieni kierunek, w którym poruszać się będzie ta smutna rzeczywistość. Może nie będzie lepiej ale z pewnością inaczej. W tle min. FEMA, Majestic 12 i Illumiati.
  3. Po niesionym przez cztery słonie stojące na skorupie wielkiego żółwia świecie o kształcie przypominającym frisbee podróżuje czarodziej-nieudacznik. Czarodziej posiada kufer biegający na wielu małych nóżkach, który mieści w sobie znacznie więcej rzeczy niż z pozoru mieścić powinien.
  4. II wojna światowa. Cyniczny Amerykanin prowadzi wysokiej klasy klub w Maroko. Za wszelką cenę chce zachować neutralność, choć oczywiście przeszkodzi mu w tym piękna kobieta z jego własnej przeszłości. Gdzie drwa rąbią, tam miłosne wióry lecą.
  5. Dwójka agentów FBI, on bujający w obłokach, ona stąpająca twardo po ziemi, bada niewyjaśnione do tej pory sprawy, zamknięte w osobnym archiwum. Nie mija wiele czasu gdy wpadają na trop olbrzymiej konspiracji obejmującej FBI, CIA, NSA, rządy kilku krajów, a także kosmitów i facetów w czerni.
  6. Całkowicie scyborgizowana oficer sekcji specjalnej japońskiej policji śledzi genialnego hakera. Wśród jej współpracowników jest min. paker, którego mięśnie są sztuczne więc pakować nie musi (ale to robi) i człowiek bez wszczepionych modyfikacji, któremu wydaje się, że w walce z prześcigającym go sprawnością i siłą ognia przeciwnikiem da sobie radę za pomocą tradycyjnego rewolweru. Warto wspomnieć, że pani oficer walczy w pewnym momencie z kroczącym czołgiem, będąc zupełnie nagą.

Gniot? Arcydzieło?

Sześć fabuł, całkowicie odmiennych. Niektóre łatwe do poznania, niektóre może mniej. Reprezentują trzy media: film, książkę i grę komputerową, czasem jednocześnie. Niezależnie od tego, którą z nich udało się Wam rozpoznać, spróbujcie przeprowadzić eksperyment. Wyobraźcie sobie, że żadna z nich nie jest Wam znana i że na podstawie tego co napisałem macie ocenić powstałe na ich podstawie produkcje. Czy są to dzieła poważne, czy może komedie? Czy wciągają w swój świat? Czy bohaterowie są wiarygodni? Czy w ogóle warto wydawać część krwawicy by się z tymi wypocinami zapoznać?

Nie sądzę by można było znaleźć odpowiedzi bez zapoznania się z samymi utworami. Fabuła jest jedynie podstawowym tworzywem, spoiwem, pomysłem na zarys świata, bohaterów i relacji między nimi. Tak naprawdę dzieło tworzą pozostałe elementy – narracja, techniczna jakość, detale, sposób opowiadania. Wszystko to, co fabułę obudowuje w pełnowymiarową historię. Fabularnie i tak już wszystko było, a z pomysłu na opowieść o samotnym mścicielu można zrobić zarówno zabawny film z Bronsonem jak i niezły komiks o twardym Franku.

Oznacza to mniej więcej tyle, że sama budowa kości policzkowych o zmysłowości kobiety nie świadczy.

So what?

Dlaczego o tym piszę? No więc znowu ktoś powiedział, że coś jest kiepskie bo ma głupią fabułę. I się zdenerowałem. Przecież to, że tam są demony z piekła biegające po bazie na Marsie to jeszcze nic nie znaczy.

  1. komentarze:

  2. komentarz od maz

    napisany 04 grudnia 2007, 13:40

    Ale wszystko zależy od tego jaki rodzaj filmów przewałkujemy… jeśli ściśniemy temat do obrazów z gatunku science fiction (alias totalna abstrakcja, totalny brak kryteriów), to masz rację – fabuła jest „jedynie” podstawowym tworzywem. Wystarczy dodać potwory w fajnie skrojonych strojach, statki kosmiczne i planety. W innych przypadkach fabuła jest „aż” podstawowym.

    Mówi się, że z gówna nie da się ulepić diamentu. Ty jakby temu przeczysz – byle jaka (byle była jakaś) fabuła + bardzo dobre opakowanie = dzieło.

  3. komentarz od Michał Burek

    napisany 05 grudnia 2007, 22:35

    Wszystko da się uprościć. Jakbyś się uparł.
    Z drugiej strony niektóre rzeczy są proste. Odkąd zauważyłem, że seriale są przerywnikami dla reklam coraz rzadziej się nimi interesuję. Po prostu mnie nie wciąga gra ze scenarzystami w „a co nam wyskoczy zza rogu” jeżeli nie ma w tym żadnego celu. Jeżeli czuję, że ktoś pisząc męczył się dla kasy – jak może mnie to cieszyć?
    Wydaje mi się, że trochę namieszałeś w swoim zestawieniu, zlepiając całość tylko jednym – oglądalnością czy poczytnością.
    „Coś” jest durne do granic możliwości, ale na pewno można się nieźle przestraszyć buszując po bazie na Marsie. Komuś naprawdę sprawiło frajdę ożywienie tej całej hałastry.
    Gniot – raczej nie. Arcydzieło – też nie. Pół na pół? Też nie. To, że coś nie jest arcydziełem ani gniotem, nie znaczy że jest zlepkiem tych dwóch. Może sobie spokojnie być zupełnie czymś innym – jeżeli takiej konwencji nam obecnie potrzebujemy.

  4. komentarz od Michał Gancarski

    napisany 06 grudnia 2007, 07:48

    @maz

    Za bardzo skupiłem się na fabułach s-f i fantasy ale to nie ma większego znaczenia. One wcale nie są takie jak piszesz („totalna abstrakcja, totalny brak kryteriów”). Przeciwnie, autorzy w tych gatunkach o świat muszą dbać jeszcze bardziej niż ci, którzy poruszają się po świecie rzeczywistym. Nowa fizyka, mechanika magii, nowe urządzenia. Zresztą na poziomie fabularnym to po prostu nowoczesna mitologia. Najlepsza s-f i f to taka, która opiera się próbie czasu. Gdy wiadomo już, że świat wyglądać będzie inaczej niż w wizji jakiegoś autora, pozostaje sama esencja czyli to czego z książki możesz dowiedzieć się o ludziach. Jeśli rzecz jest nadal interesująca – świetnie, jeśli nie – widać książka opierała się o gadżety i nie jest dobrą literaturą. Komu się udało? Dickowi oczywiście, którego można czytać dziś i będzie można za sto lat i np. Bradburemu, którego „Kroniki Marsjańskie” przeczytałem kilkadziesiąt lat po tym jak powstały (1950). Jest on też odpowiedzialny za „451 stopni Fahrenheita”, rzecz tak bardzo uniwersalną jak tylko można.

    Do czego zmierzam? Póki co chciałem wskazać, że s-f i f nie należy traktować osobno, bo wciągające dzieła z tych gatunków są związane z naszym światem silniej niż się wydaje. „Świat Dysku” obśmiewa nasz świat. „Władca Pierścieni” to powieść przygodowa. „Deus Ex” to gra, której fabuła w ogóle nie wymagałaby elementów s-f, bo w swoim trzonie jest ona przede wszystkim thrillerem political fiction z elementami teorii spiskowej. Równie więc dobrze można byłoby jej akcję osadzić w XIX wieku.

    Kolejna rzecz to „z gówna nie da się ulepić diamentu”. Ja nie piszę, że się da, piszę tylko, że samą fabułę trudno nazwać gównianą. Pozostałe elementy to nie jest zwykłe opakowanie, to jest trzon opowieści, historii, której jesteś świadkiem. To jak z adaptacjami teatralnymi, na podstawie tej samej sztuki można stworzyć dwa zupełnie inne spektakle, z czego jeden będzie gniotem niemożebnym, a drugi rzeczą, na którą pójdziesz drugi raz. Wszystko zależy od tego jak dana historia jest opowiedziana. Ta zasada przekłada się nawet na dowcipy. Odpowiednio się zachowując, komik może albo ten sam dowcip kompletnie spalić albo też doprowadzić publiczność do spazmów.

    Zrób sobie test. Dokonaj fabularnego robioru książek, które Ci się podobają i spróbuj na ich fabule oprzeć jakiś szajs komplenty. Wymyśl go po prostu. Nie dość, że Ci się to uda, to jeszcze prawdopodobnie stwierdzisz, że gdzieś już to widziałeś.

    @Michał Burek

    Skoro już piszemy o „cosiu”, to jest to w obecnym wykonaniu po prostu survival horror. Czy dałoby się jednak napisać/nakręcić coś zupełnie innego? Oczywiście, choćby łzawą hisotryjkę o marine, który wraca do rodziny ale na drodze stoją mu piekielne bestie. Albo kiczowaty dramat, w którym cały ten marsjańki burdel okazuje się być tylko halucynacją człowieka wracającego do wiary. Coś jeszcze? Zmieniamy akcenty i oto okazuje się, że „Doom 3″ to po prostu kolejna historia o tym czy nauka ma granice i czy wszystko należy badać (pytanie funkcjonujące od momentu gdy nauka i paranauka w ogóle zaczęły istnieć). Marsjańscy naukowcy zostali ukarani bo próbowali dotknąć czegoś, co dla ludzi nie jest przeznaczone. Wieża Babel w XXI wieku.

  5. komentarz od Wandal

    napisany 07 grudnia 2007, 12:52

    Czy to zdjęcie Froda na górze to jest „wiesz które” zdjęcie?

  6. komentarz od Michał Gancarski

    napisany 07 grudnia 2007, 17:38

    No właśnie nie mam pojęcia, które „wiesz które”.

  7. komentarz od Wandal

    napisany 07 grudnia 2007, 21:33

    To, pod które marszczy Piotr.

  8. komentarz od Michał Gancarski

    napisany 07 grudnia 2007, 22:16

    Drogi Wandalu, nie mam pojęcia o czym piszesz.

dodaj komentarz: