Szakale dywersji czyli nieparszywa dwunastka
Michał Gancarski, 14 października 2007, 23:13
kategorie: obcisłe getry i peleryna
komentarze: brak (skomentuj wpis, RSS z komentarzami)
Kilka dni temu, załatwiając swoje sprawy w Galerii Krakowskiej, wstąpiłem ukradkiem do tamtejszego Empiku. Zazwyczaj robię to zupełnie bez powodu, przeszukując półki w nadziei, że coś wpadnie mi w oko i skłoni do wydania pieniędzy. Oczywiście coś w oko wpada mi zawsze i jedynie podsunięta przez demona realizmu myśl o niezapłaconych ratach, składkach i rachunkach powstrzymuje mnie przed napawaniem się stertą nowych wytworów popkultury.
Tym razem cel miałem określony jasno: wchodzę do środka, zgarniam z regału najnowszego „Wilqa”, płacę, wychodzę, wracam do domu, czytam. Plan wykonałem w stu procentach ale jego realizacja była o tyle spóźniona, że „Zaplute zamazane” ukazało się jeszcze we wrześniu.
„Zaplute zamazane”
Komiks otwiera jednoobrazkowy super short o szakalach dywersji. Dwie linijki tekstu, błyskawiczna gratyfikacja w postaci salwy śmiechu. Znakomite. Dalej dostajemy to, czego można się było po braciach Minkiewicz spodziewać, czyli błyskotliwy komentarz społeczny na temat relacji pan-poddany i uzależnienia od wytworów cywilizacji śmierci („Powstanie Laptopusa”), krótkie rozważania o współczesnej modzie („Odcinek z tytułem na końcu”, „Władca marionetek”), prawdę o przestępczym półświatku Opola i pradawnej historii tego miasta („Porywająca przygoda”) oraz relację z prac, które na podwórku Entombeta rozpoczęła grupa archeologów („Siła nieczysta”). Dlaczego się tam zjawili i co wspólnego z tym wszystkim ma Szatan, tego dowiecie się już sami.
Całość przeplatana jest dialogami Pina i Puka, występem Alc-Mana w telewizji, kolejnym odcinkiem reportarzu o realiach pracy w opolskiej policji oraz rysunkami niepowiązanymi.
Warto wspomnieć o znajdującej się na końcu komiksu trzystronnicowej opowiastce o detektywie Salwatorze, którą lukrem pokrywam za dialogi. Wygląda na to, że Salwator będzie już stałym sąsiadem Wilqa, co dobrze wróży na przyszłość. Póki co, komiks ten to samo mięsko, w przeciwieństwie do ciągnącej się bez celu „Wyprawy na Ciemną Stronę Słońca”, zakończonej dwa numery wcześniej. Charakterystyczna kreska Tomasza Minkiewicza doskonale pasuje do gangsterskiej opowieści o twardym prywatnym detektywie.
Dać dwunastkę za dwunastkę?
Zdecydowanie najwięcej śmiechu przysporzyli mi szaleni archeolodzy i „Szakale dywersji”, choć nie zareagowałem na ten zeszyt tak żywo jak na poprzednie. Z krzesła spadłem ledwie trzy razy, śliną zakrztusiłem się może dwukrotnie, a przecież niektóre z poprzednich numerów doprowadzały mnie do spazmów utrudniających czytanie. Nie zmienia to faktu, że kolejna dawka humoru ze stajni Minkiewiczów trzyma poziom i jeśli ktoś sięgnął po poprzednie, to najnowsza do kompletu będzie jak znalazł.
Fanów Wilqa i tak nic przed zakupem nie powstrzyma, za to n00bom patentowanym polecam zacząć od pierwszej części. Powinna się tułać gdzieś po internetowych aukcjach. Z Wilqiem jest bowiem tak jak ze starym towarzystwem. Jeśli było się z nim od początku, to klimat chłonie się ze spotkania na spotkanie. Próba wejścia gdzieś po drodze może jednak nie smakować aż tak dobrze. Ja w każdym razie zakupu nie żałuję i z niecierpliwością czekam na kolejną porcję. Poza tym – komu się nie podoba, ten buc. A buców trzeba tłuc.
Płacę kartą
Najnowszy numer „Wilqa superbohatera” kupić można w Empikach, Merlinie i Bóg jeden wie gdzie jeszcze. W Krakowie pewnym źródłem będzie znany tutejszym fanom komiksu kiosk na skrzyżowaniu Starowiślnej i Dietla. Kto wie, może mają tam jeszcze legendarny, pierwszy numer? Warto spytać. Ja swój odsprzedam dopiero w obliczu głodowej śmierci.
7/10