Znikające ręce, czyli to i owo o bębnach
Michał Burek, 08 listopada 2007, 01:07
kategorie: czyste zło | miodek
komentarze: brak (skomentuj wpis, RSS z komentarzami)
Większość ludzi nazywa etniczne membrafony z różnych stron świata poprostu „bębenkami”. I nic w tym złego. Przecież najważniejszy jest dźwięk, rytm i muzyka, które cieszą nasze uszy. Może jest też tak, że wolimy nie wiedzieć, czego słuchamy, bo taka dekonstrukcja zmienia naszą percepcję. Wolimy słuchać ściany niesamowitych tonów, nie mając nawet pojęcia co je produkuje.
Niejeden djembefola, gdyby miał zły dzień, mógłby powiedzieć, że to tak, jakby nie odróżniać mandoliny od kontrabasu. Pewnie by jednak nie powiedział, djambefola to zazwyczaj bardzo pogodni ludzie. Dlaczego?
Ponieważ opanowali niesamowitą sztukę „znikania” własnych rąk. I choćbyście mieli nie wiem jakie G-forsy, to i tak frame rate nie pozwoli wam tych rąk zobaczyć. Wasze oczy są na to za słabe. Ale wystarczy posłuchać i popatrzeć jaką radość im ta sztuka sprawia, żeby listopadowa depresja poszła w odstawkę.
Na początek jednak nie djembefola, tylko conguero – Giovanni Hidalgo:
He who gives the djembe voice
Takie określenie djembefoli można znaleźć na djembefola.com. Może brzmi nieco patetycznie, ale kiedy wychodzi się poza podstawowe trzy uderzenia, djembe potrafi naprawdę zaśpiewać. A djembefola to nie tylko wprawny muzyk. Żeby uzyskać ten tytuł trzeba długo studiować tradycję, obrzędy, pochodzenie i zastosowanie każdego rytmu. Być może jakiegoś rytmu nie wypada zagrać w pewnym tempie … djembefola musi to wiedzieć. Tradycyjnych rytmów na djembe i akompaniujące im najczęściej basowe dun-duny jest zaledwie kilka tysięcy.
Djembe, to ten spory, drewniany bębenek w kształcie kielicha. Pochodzi z zachodniej Afryki, a gra się na nim tak:
W obydwóch filmikach w roli głównej Mamady Keita – chyba najbardziej znany djembefola na świecie.
Karaiby
Wracając do Giovaniego Hidalgo – instrument, albo raczej instrumenty, na których gra to kongi. A tak naprawdę: nino, quinto, conga i tumba. Można zagrać na jednym bębnie, ale zabawa zaczyna się od dwóch w górę.
Kongi to bębny kubańskie, tak samo jak bongosy. Nie robi się ich z pełnego wydrążonego pnia, jak to ma miejsce w przypadku djembe, a z klepek. Wywodzą się z tradycji afrykańskiej, a powstały tam, gdzie powstać mogły – na Karaibach. Do kontynentu nie dopłynęły, bo brazylijskie bębny to już zupełnie inna bajka.
A to wszystko i tak nie jest ważne. Ważny jest nastrój: morze, plaża, palmy, rum … kobiety w spódniczkach z trawy, rum … rum, kobiety, morze, rum … może kobiety, rum … i rumba.
A to konga bez kongi. Za to dość zaawansowana sztuka znikania rąk:
c.d.n.
Wkrótce coś o bongosach, darbuce i tabli.