Lęk wysokości
Michał Burek, 15 kwietnia 2008, 23:38
kategorie: architektura
komentarze: 1 (skomentuj wpis, RSS z komentarzami)
Londyńska pracownia Popularchitecture przedstawiła koncepcję Super Wieży, która miałaby powstać w Londynie. Nie jest to koncepcja kolejnego drapacza chmur, tylko struktury wyrzuconej w górę na 1,5 kilometra. Super Tower to w zasadzie miasto w mieście – co 20 pięter otwarta kondygnacja tworzy przestrzeń publiczną dla 6000 tysięcznej „wsi”, cały budynek docelowo miałby pomieścić 100000 mieszkańców i mógłby mieć swojego reprezentanta w izbie gmin. Docelowo – ponieważ założono, że wieża będzie budowana stopniowo i w trakcie budowy niższe kondygnacje będą już zamieszkane. W projekcie przewidziano prawie wszystko – od ustroju politycznego po możliwość odzyskiwania wody z chmur deszczowych. Nie przewidziano tylko parkingu podziemnego dla 50000 samochodów.
Ta spektakularna wizja ma na celu zwrócenie uwagi na inne możliwości kształtowania miasta, stojące w opozycji do rozbudowywania satelickiego systemu metropolii o kolejne miasteczka o niskiej gęstości zaludnienia. Pokazuje, jak niszczące dla środowiska jest zajmowanie pod przestrzeń życiową tak dużych powierzchni. Tu, w jednym budynku mieściłyby się mieszkania, szkoły, szpitale, parki i miejsca pracy. Autorzy twierdzą, że taka konstrukcja pozwoliłaby na intensywny rozwój miasta bez znaczącej ingerencji w jego istniejącą tkankę.
Jest to jednak utopia. Wyobrażam sobie, że każdy z mieszkańców od czasu do czasu będzie chciał skoczyć na kawę do „dolnego miasta”, załatwić jakąś sprawę poza swoim „wielkim domem”, odwiedzić ciocię, polecieć na Bali. Nie da się zmienić mentalności tak dalece, aby skondensować przestrzeń życiową do olbrzymiej tuby. Nie mówimy tu o misji na Marsa, która jest dobrowolna, tylko o mieszkaniu dla przeróżnych ludzi.
Prawdopodobnie, system transportowy wokół budowli nie wytrzyma obciążenia i okaże się , że wszystko nadaje się do przeróbki. Wątpię, czy ludzie tak chętnie zrezygnowaliby ze swoich samochodów, nie tylko dla tego, że fajnie jest mieć auto, ale też dlatego, że jesteśmy przyzwyczajeni do przemieszczania się w poziomie, postrzegamy świat w układzie horyzontalnym. Nawet rozmieszczenie oczu na głowie nas do tego predysponuje. A może to jest jednak do zmiany? Każda rewolucja musi mieć swój początek.
Oprócz przełamania oporu ludzkiego pozostają jeszcze dwa czynniki, które wydają się uniemożliwiać realizację takiego projektu: techniczny i finansowy.
Istnieją podejrzenia, że Taipei 101 jest tak wielki i ciężki (waży 700.000 ton), że jego budowa naruszyła stary ryft tektoniczny, co może wywołać w przyszłości wzmożoną aktywność sejsmiczną w regionie.
Wieża o wysokości 1500 m, to nie tylko duże zagęszczenie populacji, ale też duże obciążenie. Nawet nie podejmę się próby obliczenia całkowitej masy budynku, ani określenia rzędu wielkości. Nie wyobrażam sobie też fundamentu pod taką konstrukcję. Ani koniecznej nośności gruntu. Ani obciążeń spowodowanych przez wiatr i mokre chmury, z których odzyskiwałoby się wodę. Oczywiście to, że czegoś sobie nie wyobrażam nie znaczy, że jest to niemożliwe.
Może jednak oznaczać, że jest strasznie drogie. Nie wiem jakie miałoby być źródło finansowania dla takiej struktury, ale większość wysokich budowli na Ziemi ma przeznaczenie komercyjne – są to powierzchnie to biurowe, hotele, przestrzenie usługowe. Największa planowana na świecie budowla ma mieścić tylko 900 luksusowych apartamentów, mimo 2,5 mln metrów kwadratowych powierzchni. Może się mylę, może ktoś znajdzie interes w zrealizowaniu marzenia o mieszkaniu dla 100000 ludzi w takiej formie. W Krakowie najlepiej widać, co się deweloperom opłaca. Przykład Korei Północnej pokazuje natomiast na co można wydać 2% PKB w ramach słusznej idei i jak to się kończy.
Na zakończenie garść obrazków.