Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: mało jest widoków równie seksownych co śliczna, odziana w krótkie spodenki, płaszcz i pasy z bronią dziewczyna, trzymająca dwa tasaki pokryte zaschniętą krwią nieumarłych, których całe tabuny właśnie rozpłatała.
Dziewczyna ma na imię Alice, jest byłym oficerem ochrony w Umbrella Corporation, a jej relacje z niegdysiejszym pracodawcą są dość złożone. Wystarczy wspomnieć, że UC zmodyfikowało jej kod genetyczny, łącząc go z DNA wirusa T, będącego efektem badań nad bronią bioorganiczną prowadzonych przez korporację. Efekt jest piorunujący – nowa, lepsza Alice jest silniejsza, sprawniejsza i szybsza, a żaden ludzki przeciwnik nie może się z nią równać. Niestety, T-Virus działa zazwyczaj inaczej. Infekując tkanki nosiciela, wyniszcza wszystkie funkcje ogranizmu, które nie są potrzebne do zachowania podstawowych zdolności ruchowych. Zarażony nim człowiek zmienia się w żądnego krwi, pozbawionego wszelkich ludzkich cech potwora o odrażającym wyglądzie. W zombie.
A było to dawno temu na polskim jachcie Panorama. Pięknym, stalowym keczu bermudzkim typu Rigel z 1986 roku . Ten rejs wspominam chyba najbardziej. Dlaczego? Czytajcie dalej…
Jeśli Huntingtonowskie zderzenie cywilizacji polegać ma na mieszaniu kulturowych wpływów w celu otrzymana tak znakomitego muzycznego ekstraktu, to otwarcie wzywam bojowników do walki. Czas na wyraźną eskalację konfliktu.
Większość ludzi nazywa etniczne membrafony z różnych stron świata poprostu „bębenkami”. I nic w tym złego. Przecież najważniejszy jest dźwięk, rytm i muzyka, które cieszą nasze uszy. Może jest też tak, że wolimy nie wiedzieć, czego słuchamy, bo taka dekonstrukcja zmienia naszą percepcję. Wolimy słuchać ściany niesamowitych tonów, nie mając nawet pojęcia co je produkuje.
Niejeden djembefola, gdyby miał zły dzień, mógłby powiedzieć, że to tak, jakby nie odróżniać mandoliny od kontrabasu. Pewnie by jednak nie powiedział, djambefola to zazwyczaj bardzo pogodni ludzie. Dlaczego?
Ponieważ opanowali niesamowitą sztukę „znikania” własnych rąk. I choćbyście mieli nie wiem jakie G-forsy, to i tak frame rate nie pozwoli wam tych rąk zobaczyć. Wasze oczy są na to za słabe. Ale wystarczy posłuchać i popatrzeć jaką radość im ta sztuka sprawia, żeby listopadowa depresja poszła w odstawkę.
Na początek jednak nie djembefola, tylko conguero – Giovanni Hidalgo:
Oto mój dyplom. Tematem projektu jest kładka pieszo – rowerowa przerzucona nad Wisłą, łącząca ul. Mostową na Kazimierzu z ul. Brodzińskiego na Podgórzu, oraz niewielka galeria zlokalizowana przy Podgórskim przyczółku mostu.
Jest to próba rekonstrukcji historycznego układu komunikacyjnego, w którym na jeden trakt nanizane były Rynek Główny, Wawel, Plac Wolnica (czyli rynek Kazimierski) i Rynek Podgórski. Dopiero na początku XX w. główną rolę komunikacyjną w regionie przejął most im. Józefa Piłsudskiego. Zapewniając komunikację tramwajową i większą przepustowość zaburzył jednak powiązania pomiędzy ważnymi punktami miasta i zmniejszył rolę Rynku Podgórskiego.
Mój projekt zakładał odtworzenie starej trasy lecz w wariancie pieszym. Dzięki temu przejście z zapełnionego atrakcjami turystycznymi Kazimierza na Podgórze byłoby bardziej przyjazne i z pewnością przyczyniło by się do jego rewaloryzacji. Most wpisuje się ponadto w sieć ścieżek rowerowych, zapewniając bezkolizyjny przejazd oddzielnym pokładem. Całość dopełnia funkcja wystawiennicza, realizowana w galerii i w przestrzeni publicznej – na dachu galerii i górnym pokładzie mostu. Ekspozycja na świeżym powietrzu przekryta została lekkim zadaszeniem z tkaniny z domieszką teflonu rozpiętej na stalowej ramie.
Początkowo chciałem wykorzystać konstrukcję sprężoną, w której most leżałby na cięgnach zakotwionych w przyczółkach mostu. Dzięki temu uzyskałbym kształt wrzeciona i maksymalny prześwit nad rampą schodzącą po stronie kazimierskiej na Bulwary Wiślane. Jednak ze względów ekonomicznych zdecydowałem się na zmianę koncepcji i oparcie pokładów na dwóch stalowych łukach nośnych.
Forma mostu wynika bezpośrednio z konstrukcji i funkcji. Detalem chciałem nawiązać do budowy jachtów.
Układ uzupełnia minimalistyczna galeria, której dach stanowi przestrzeń wystawienniczą i rozszerzenie przestrzeni publicznej na poziomie przyczółka.